Teatr Telewizji TVP

Gabriela Muskała: w komedii czuję się jak ryba w wodzie

– Swoją drogę aktorską zaczynałam do komedii, musicali i fars. Później przyszły dramaty psychologiczne i tak się złożyło, że w tych dramatach ugrzęzłam na wiele lat. Bardzo się cieszę, że ostatnio reżyserzy znów przypomnieli sobie o moim potencjale komediowym – mówi Gabriela Muskała, grająca rolę Marty w spektaklu Teatru Telewizji „Brancz” Juliusza Machulskiego.

Ostatnim razem mogliśmy widzieć Panią w Teatrze Telewizji w „Śmierci Rotmistrza Pileckiego” w 2006 roku. To był Teatr Faktu. Teraz jest coś zupełnie odmiennego – rola w spektaklu mistrza komedii Juliusza Machulskiego…

– Propozycja roli w „Branczu” ucieszyła mnie podwójnie. Przede wszystkim dlatego, że od lat marzyłam o współpracy z Juliuszem. Ale również dlatego, że to rola komediowa. Swoją drogę aktorską zaczynałam do komedii, musicali i fars. Później przyszły dramaty psychologiczne i tak się złożyło, że w tych dramatach ugrzęzłam na wiele lat. Bardzo się cieszę, że ostatnio reżyserzy znów przypomnieli sobie o moim potencjale komediowym.  Rolami w filmie „Być jak Kazimierz Deyna” czy teraz w „Branczu” znowu mogę dotknąć formy, którą uwielbiam i w której czuję się jak ryba w wodzie.

Co może Pani powiedzieć o roli, którą gra Pani w tej komedii Juliusza Machulskiego?

– Gram Martę, córkę Kazi (Stanisława Celińska), która jest żoną Szymona (Andrzej Zieliński) i matką Neli (Alicja Juszkiewicz). Marta jest psychologiem. Myślę, że to taka pani psycholog, która nieźle sobie radzi ze swoimi pacjentami, pomagając im pozbyć się traum i problemów, natomiast z własnymi problemami poradzić już sobie nie umie. Ten brunch, który zorganizowała dla całej rodziny, staje się dla niej formą psychodramy. Odżywają emocje z dzieciństwa i dręczące ją demony, o które obwinia swoją matkę.

W hotelowej restauracji pojawiają się były i obecny mąż Marty. Zdzisław Knecht i Szymon to faceci zupełnie z innych światów…

– Powiedziałabym nawet, że z przeciwległych biegunów.  Patrząc na totalnie nieodpowiedzialnego, choć barwnego i uroczego Knechta łatwo się domyślić, z jakich powodów Marta kiedyś go zostawiła. Szymon jest jego przeciwieństwem: opanowany, spokojny, czasami wręcz nudny. Chociaż do czasu – dopóki nie pojawia się jego matka. On też ma z nią jakieś niepozałatwiane sprawy. Jest tu taki układ rodzinny, że kiedy iskry lecą między Martą a jej matką, Szymon nawołuje do zachowania spokoju, ale kiedy za chwilę iskrzy między Szymonem a jego matką, z wyrozumiałością interweniuje Marta.

Wydaje się, że ta najmłodsza w rodzinie jest najrozsądniejsza…

– Zdecydowanie tak, choć i ona już potrafi pokazać pazury i urządzić histerię. Marta jest kalką swojej wybuchowej matki Kazi. A Nela powoli wykazuje cechy Marty. To trzy mocno temperamentne kobiety w różnym wieku.

Wydaje się, że Juliusz Machulski przeciwstawił tu Polskę taką tradycyjną, ale bardzo zakłamaną, którą prezentuje np. Kazia, Polsce proeuropejskiej, którą reprezentują i Szymon, i Marta…

– Z kolei Nela to następne, jeszcze inne pokolenie. Matka, która czuje się nowoczesna, dziwi się, że córka nie chce brać ślubu. Tu mieszają się różne postawy trzech pokoleń. O tym także jest ta sztuka – nie tylko o skomplikowanych relacjach w rodzinie, ale także podejściu do tradycji – do ślubu, czy świąt.

Ta sztuka jest o rodzinie wielopokoleniowej, więc ma tu Pani okazję grać z aktorkami, które mogły być dla Pani nauczycielkami zawodu, czyli Stanisławą Celińską i Anną Seniuk, ale jest także młodzież aktorska, czyli Alicja Juszkiewicz i Dawid Ogrodnik, który ostatnio jest zdecydowanie na fali…

– Alicja Juszkiewicz jest moją studentką. To bardzo zdolna młoda aktorka. Wspaniale, że wygrała casting i dostała tę rolę. Trzymam kciuki za jej karierę. Ze Stanisławą Celińską grałyśmy razem wiele lat temu w farsie „O co biega”. Cieszę się, że znów mogłam ją spotkać. Bardzo cenię jej podejście do pracy, to, że nie odpuszcza, że walczy na planie o wiarygodność każdego słowa, gestu. Nie mówiąc o energii, którą zaraża wszystkich. W „Branczu“ po raz pierwszy mam szczęście pracować z następną wybitną aktorką, Anną Seniuk. Byłam jej fanką jeszcze jako dziecko. Z Cezarym Pazurą spotkałam się kiedy studiowałam w łódzkiej filmówce, a on był asystentem Jana Machulskiego, mojego wtedy profesora. To absolutny zwierz aktorski a przy tym przemiły człowiek. Jest też Dawid Ogrodnik – od niedawna w zawodzie i już z tak wielkimi, absolutnie  zasłużonymi sukcesami. Zresztą cała obsada „Branczu“ to bardzo inspirujący aktorzy, którzy dodają skrzydeł na planie.

Wspomniałem, że jako aktorka w spektaklu Teatru Telewizji występowała Pani dość dawno. Jednak wspólnie z siostrą jest Pani autorką „Daily Soup“, który został zaprezentowany w ramach Teatru Telewizji na żywo w maju 2012 roku. Da się jakość porównać ten spektakl z „Branczem“?

– Jest dużo podobieństw. I w naszej sztuce i w „Branczu“ występuje trzypokoleniowa współczesna rodzina.  W „Daily Soup“ jest babcia, rodzice i córka. Tutaj są dwie babcie, dwójka ich dzieci i wnuczka plus jej narzeczony. Trochę inne konstelacje rodzinne i trochę inne, choć równie mocno powikłane relacje. Sztuka, którą napisałyśmy z moją siostrą Moniką, opowiada o pamięci i traumie przekazywanej z pokolenia na pokolenie. W „Branczu“ mowa jest bardziej o relacjach tu i teraz, choć ich toksyczność też ma swoje źródło w przeszłości. „Daily Soup“ to sztuka tragikomiczna, „Brancz“ jest trochę lżejszy, zdecydowanie więcej w nim komedii niż tragedii.

Jest Pani osobą bardzo zajętą – role teatralne i filmowe, zajęcia w szkole aktorskiej, jurorowanie na festiwalach… Czy starcza jeszcze Pani czasu na pomysły autorskie?

– Obecnie przygotowujemy spektakl ze studentami. Razem z moją siostrą prowadzimy zajęcia z improwizacji w łódzkiej PWSFTviT. Na podstawie tych improwizacji piszemy sztukę i wkrótce ją ze studentami wystawimy. Mamy też rozgrzebaną naszą trzecią wspólną sztukę, pod roboczym tytułem „Zjazd“. Jednak na razie odstawiłyśmy ją na bok, bo każda z nas miała swoje własne zajętości i projekty. Monika pisze powieść, ja napisałam scenariusz filmowy, który jeśli dobrze pójdzie, będzie zrealizowany w przyszłym roku.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Paweł Pietruszkiewicz